Często wydaje nam się, że przed modlitwą, ważną decyzją czy zaufaniem Bogu musimy najpierw poczuć coś wyjątkowego. Czekamy na wewnętrzny spokój, pewność albo nagły przypływ odwagi. Myślimy, że skoro nie czujemy Bożej obecności, to nasza wiara jest za słaba albo po prostu nie jesteśmy jeszcze gotowi na krok naprzód.
Biblia uczy jednak czegoś zupełnie innego: prawdziwa wiara nie zależy od naszych chwilowych emocji.
„Gdyż w wierze, a nie w oglądaniu, pielgrzymujemy.” (2 Kor 5, 7).
Emocje są prawdziwe, ale nie zawsze pokazują prawdę
Strach potrafi całkowicie sparaliżować. Ból potrafi zająć wszystkie nasze myśli. Trudna diagnoza sprawia czasem, że człowiek spodziewa się już tylko najgorszego. Nie chodzi o to, by udawać, że nie mamy emocji. Możesz uczciwie przyznać przed Bogiem, że się boisz, że jest Ci bardzo ciężko, że nie masz pojęcia, co będzie dalej, że brakuje Ci sił.
Jednak Twoje emocje wcale nie muszą decydować o Twoich czynach. Możesz odczuwać lęk i mimo to zwrócić się do Jezusa. Możesz nie widzieć żadnej poprawy i mimo to ufać Jego dobroci. Możesz czuć się słaby i mimo to poprosić kogoś o modlitwę, a nawet nie czując absolutnie nic, wciąż modlić się za drugiego człowieka.
Wiara to nie brak emocji. Wiara to decyzja, że słowo Jezusa ma dla nas większe znaczenie niż to, co w danej chwili czujemy.
Jezus nie potrzebował specjalnej atmosfery, by działać
W Ewangeliach widzimy, że Jezus uzdrawiał ludzi w najróżniejszych miejscach: w domach, na pełnych ludzi ulicach, w zwykłych, codziennych sytuacjach. Nigdy nie czekał na odpowiedni nastrój, wzruszającą muzykę czy wyjątkowy klimat.
Widział człowieka w potrzebie i po prostu na tę potrzebę odpowiadał.
To pokazuje, że modlitwa to nie magia ani trans. Jej skuteczność nie zależy od tego, czy poczujesz ciarki na plecach, dreszcze czy wielkie wzruszenie. Możesz modlić się zupełnie spokojnie, prostymi słowami. Możesz powiedzieć: „W imieniu Jezusa nakazuję temu bólowi odejść. Ciało, bądź zdrowe”.
Działa to nie dlatego, że same Twoje słowa mają magiczną moc. Działa to dlatego, że ufasz Jezusowi i masz prawo działać w Jego imieniu.
Zrób krok, a odwagę poczujesz później
Często czekamy na przypływ odwagi, zanim zaczniemy działać. Tymczasem odwaga bardzo często pojawia się dopiero wtedy, gdy robimy pierwszy krok.
Możesz bać się zadać proste pytanie: „czy mogę się o ciebie pomodlić?”. Możesz się stresować, że braknie Ci odpowiednich słów. Możesz zastanawiać się, co zrobisz, jeśli po modlitwie nic się nie zmieni.
Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi na zapas. Zacznij po prostu od szczerej troski o drugiego człowieka. Modlitwa za chorego to nie jest pokaz naszej duchowej siły. Nie służy udowadnianiu, jak wielką mamy wiarę, ani budowaniu własnego ego. Liczy się w niej tylko cierpiący człowiek oraz Jezus, który chce okazać mu miłość.
Co zrobić, jeśli nie widzimy zmiany?
Wiara nigdy nie polega na udawaniu.
Jeśli po modlitwie ktoś nadal czuje ból, nie zmuszaj go, by mówił, że jest zdrowy. Nie wmawiaj mu też, że to jego wina albo że ma za mało wiary. Możesz pomodlić się jeszcze raz, nadal okazywać mu wsparcie i uczciwie przyznać, że na razie nie widać zmiany.
Brak natychmiastowych efektów nie oznacza, że mamy kogoś potępiać albo rezygnować z modlitwy. Z drugiej strony nie ogłaszajmy cudów, których nikt nie widzi. Można mocno wierzyć i jednocześnie być całkowicie szczerym.
Zaufanie zaczyna się od prostego kroku
Być może dzisiaj czujesz się bezsilny. Być może nie doświadczasz żadnych głębokich uniesień religijnych. Być może Twoje emocje podpowiadają Ci, że nic już się nie zmieni. Nie musisz czekać na zmianę nastroju, żeby zwrócić się do Jezusa.
Możesz powiedzieć Mu wprost, że Mu ufasz, nawet jeśli teraz nie widzisz żadnej odpowiedzi. Że nie chcesz opierać życia na zmiennych emocjach, że chcesz trzymać się Jego słowa i że prosisz, by pomógł Ci zrobić kolejny, mały krok.
Wiara rzadko zaczyna się od wielkich fajerwerków i uniesień. Najczęściej zaczyna się od cichej, spokojnej decyzji: „nie widzę jeszcze zmiany, ale wciąż patrzę na Jezusa”.