Diagnoza często ma konkretną nazwę. Czasem trudną do wypowiedzenia, niezrozumiałą albo budzącą lęk. Od chwili jej usłyszenia potrafi zająć coraz więcej miejsca w myślach człowieka.
Biblia nie uczy, żeby ignorować diagnozy albo rezygnować z leczenia. Pokazuje jednak prawdę większą od każdej nazwy choroby: Jezus Chrystus został wywyższony ponad wszelką władzę, moc i każde imię.
Bóg posadził Chrystusa „wysoko ponad wszelką zwierzchnością, władzą, mocą, panowaniem i wszelkim imieniem”.
Ef 1:20–21
Nazwa choroby nie jest najwyższym imieniem
Lekarz może nazwać chorobę. Badanie może pokazać problem. Człowiek może uczciwie powiedzieć, że cierpi i potrzebuje pomocy.
Nie oznacza to jednak, że nazwa choroby stoi ponad imieniem Jezusa.
Chrześcijańska nadzieja nie opiera się na zaprzeczaniu problemowi. Opiera się na poznaniu Tego, który jest większy od problemu — większy od naszego lęku, od ludzkiej bezradności, od diagnozy, od tego, czego jeszcze nie rozumiemy.
Dlatego w modlitwie nie skupiamy całej uwagi na sile choroby. Kierujemy ją ku Jezusowi.
Ta sama moc, która wzbudziła Jezusa
Paweł modlił się, aby wierzący zrozumieli „przemożną wielkość” Bożej mocy działającej wobec tych, którzy wierzą. Wskazał przy tym, że jest to ta sama moc, którą Bóg okazał, wzbudzając Jezusa z martwych.
Zmartwychwstanie jest centrum chrześcijańskiej nadziei.
Jezus nie pozostał w grobie. Grzech, śmierć i ciemność nie miały ostatniego słowa. Bóg wzbudził Go z martwych i wywyższył ponad wszystko.
Kiedy modlimy się w imieniu Jezusa, nie używamy pustej religijnej formuły. Odwołujemy się do osoby i zwycięstwa zmartwychwstałego Chrystusa.
Moc nie znajduje się w głośności naszego głosu, długości modlitwy ani niezwykłych słowach. Jej źródłem jest Jezus.
Nie musisz szukać „wyjątkowej” osoby
Czasami człowiek zaczyna myśleć, że Bóg może działać wyłącznie przez szczególnie znanego albo obdarowanego usługującego. Czeka na kogoś, kto — jak sądzi — ma więcej mocy, większą wiarę lub szczególną pozycję.
Tymczasem centrum modlitwy nie stanowi człowiek, który się modli.
Bóg nie uzdrawia po to, aby promować usługującego. Chodzi o osobę potrzebującą pomocy i o chwałę Jezusa.
Każdy wierzący pozostaje zależny od Chrystusa. Nikt nie ma własnej mocy uzdrawiania. Możemy jednak przyjść w imieniu Jezusa i zaufać temu, co On powiedział.
Nie trzeba czekać na idealne miejsce, specjalne spotkanie ani wyjątkową atmosferę. Jezus jest obecny również w zwykłej rozmowie, w domu, przy łóżku chorego, podczas krótkiej modlitwy przez telefon.
Módl się z wiarą, ale bez udawania
Wiara nie oznacza wymuszania świadectwa ani mówienia komuś, że na pewno został uzdrowiony, gdy nie widzi żadnej zmiany.
Możemy modlić się stanowczo i jednocześnie pozostać uczciwi. Możemy wierzyć Jezusowi i pytać po modlitwie, czy coś się zmieniło.
Jeżeli nie ma widocznej poprawy, nie obwiniamy chorego. Nie mówimy, że zabrakło mu wiary. Możemy pomodlić się ponownie, nadal okazywać miłość i nie tracić z oczu Jezusa.
Nie budujemy wiary na porażkach, ale też nie udajemy rezultatów.
Trzymamy się prawdy: Jezus jest dobry, Jego imię jest ponad każdym imieniem, a człowiek cierpiący zasługuje na miłość, szacunek i prawdę.
Ostatnie słowo należy do Jezusa
Diagnoza może opisywać aktualny stan ciała, ale nie ma prawa zająć miejsca Boga. Nie musi być pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnim słowem wypowiadanym nad przyszłością.
Możesz powiedzieć: wiem, z czym się zmagam, ale patrzę na Jezusa. Nie lekceważę mojego stanu, ale nie uznaję go za większy od Chrystusa. Będę korzystać z odpowiedzialnej pomocy i jednocześnie prosić o modlitwę. Moja nadzieja znajduje się w Jezusie.
Każda choroba ma nazwę.
Ale imię Jezusa jest ponad każdym imieniem.